Jak umysł zyskał jaźń?
Polecam wam ciekawą książkę wybitnego neurobiologa Antonio Damasio „Jak umysł zyskał jaźń?”.
Najnowsze badania mózgu uwzględniające jego działanie przy specyficznych uszkodzeniach, układają się w nowe odkrycia. Wspierają pewne hipotezy nt umysłu a inne obalają.
Książka pokazuje jak ewolucyjnie powstawał umysł, jaźń, świadomość i twórczość.
Coach może wyłuskać z niej głębsze zrozumienie narzędzi coachingowych.
Podstawą działania umysłu jest ciągłe odwzorowywanie cech organizmu i otoczenia, na bazie sygnałów dopływających do mózgu. Damasio wręcz nazywa to „obrazami”. Ale jest też proces odwrotny – umysł tworząc obrazy może wpływać na ciało.
Antonio Damasio pisze też ciekawe rzeczy nt pamięci. Okazuje się że nie funkcjonuje ona jak folder na obrazki. Pamięć zapamiętuje jedynie dyspozycje (przepisy) na to jak odtworzyć potem wspomnienie. Nie zapamiętuje całych złożonych obrazów w sposób fotograficzny. Staje się dzięki temu bardziej zrozumiała natura pamięci – plastyczna i podatna na wpływy. Wiedzą o tym od dawna w sądownictwie czy w terapii. Można to też wykorzystywać w coachingu dla dobra klienta.
A jak się tworzy świadomość? Jaźń?
To dość skomplikowany proces, który zaczyna się już w najstarszych ewolucyjnie częściach mózgu. Tych „zwierzęcych”. Świadomość i jaźń budziły się powoli i są zbudowane z warstw jak cebula :)
Jak oceniasz poczucie własnej skuteczności?
Zastanów się: Jak w skali od 1 do 10 oceniasz swoje szanse na poradzenie sobie z daną sytuacją?
1 — 2 — 3 — 4 — 5 — 6 — 7 — 8 — 9 — 10

Marek Lew-Mazurkiewicz
Wielu z nas słyszało o tzw poczuciu własnej wartości. Wielu pracuje nad tym poczuciem i bardzo dobrze. To się często fajnie udaje, choć trzeba też uważać żeby nie przesadzić, bo obserwuję też takie przypadki gdzie poczucie własnej wartości potrafi przekroczyć granice rzeczywistości i przerodzić się w absurdalną megalomanię ;-) Ale chcę dziś napisać o czymś innym, o innym składniku samooceny o którym często zapominamy lub po prostu nie wiemy że taki istnieje – o poczuciu własnej skuteczności.
Wydaje się to oczywiste, że jest coś takiego jak poczucie skuteczności własnych działań, ale warto to nazwać gdyż podobnie jak poczucie wartości – poczucie skuteczności można wzmacniać. Zjawisko to badał i wprowadził do nauki amerykański psycholog Albert Bandura. Jak możemy się domyślić z nazwiska pochodzenie ma polsko-ukraińskie :-)
Poczucie własnej skuteczności leży u podstaw naszej aktywności. Poziom poczucia skuteczności może obniżać lub podwyższać motywację do działania. Przy wysokim poczuciu skuteczności ludzie stawiają sobie ambitniejsze cele i konsekwentnie się ich trzymają, są bardziej wytrwali na drodze realizacji celów, szybciej się podnoszą po niepowodzeniach, niż osoby o niższym poczuciu własnej skuteczności.
Ważne: Poczucie własnej skuteczności nie jest tym samym co optymizm. Podobnie jak zdrowe poczucie wartości – poczucie własnej skuteczności powinno się opierać przede wszystkim na realnych doświadczeniach, choć w przypadku bardzo niskiego poziomu warto sobie pomóc technikami pracy z umysłem takimi jak np neuroincepcja.
Wróćmy teraz do tej skali z początku artykułu. Którą liczbę zaznaczyłeś/aś?
Jeśli to nie jest 10, to jakie myśli stoją za tym, że masz wątpliwości co do swojej skuteczności?
…………………………………………………………………………………………………………………………
Jakie są argumenty za i przeciw prawdziwości powyższych przekonań? Oprzyj się na faktach i doświadczeniach.
…………………………………………………………………………………………………………………………
Jak możesz zmodyfikować powyższe myśli na swój temat, tak aby były bardziej realne i motywujące do działania?
…………………………………………………………………………………………………………………………
Teraz mając nowe przekonania na swój temat, jak oceniasz swoje szansę na poradzenie sobie z omawianym wyzwaniem?
1 — 2 — 3 — 4 — 5 — 6 — 7 — 8 — 9 — 10
A gdyby….
Teraz mocniejsza technika, dodatkowe wzmocnienie dla „opornych” niekoniecznie oparte na faktach choć… nigdy nie wiadomo, bo przecież postrzegamy naszą przeszłość bardzo wybiórczo i na ogół mamy jej zafałszowany obraz. Dlatego…
Wyobraź sobie co by było gdybyś już wielokrotnie wcześniej doświadczała/ał z sukcesem danej sytuacji/wyzwania? Co by było gdybyś skutecznie sobie z tym poradził/a już wielokrotnie w przeszłości? Może w wyobrażonej baśniowej przeszłości, a może wolisz sobie wyobrazić jak w równoległym świecie radziłeś sobie świetnie już wiele razy z tym wyzwaniem? A może wolisz sobie wyobrazić że w poprzednich wcieleniach bywało że świetnie sobie radziłaś już z tego rodzaju sytuacją? Niezależnie co wybierzesz, co ci bardziej pasuje – ważne abyś teraz to sobie wyobraził/a. Pomyśl o tym że wiele razy przeszłaś z sukcesem to wyzwanie. Daj sobie na to minutę…
Teraz ponownie oceń swoje szanse na poradzenie sobie z omawianym wyzwaniem:
1 — 2 — 3 — 4 — 5 — 6 — 7 — 8 — 9 — 10
Uwaga: Powyższą technikę stosuj z umiarem, gdyż może doprowadzić do zawyżonego poczucia własnej skuteczności ;-)
Jeśli masz ochotę napisz poniżej w komentarzu co myślisz o poczuciu własnej skuteczności i czy warto nad tym pracować? Jakie masz swoje pomysły na wzmacnianie poczucia własnej skuteczności?
Czy tworzyć nowe programy dla umysłu, czy rozkminiać stare negatywne?
Na ogół odpowiedź na to pytanie będzie taka, że lepiej tworzyć nowe lepsze programy. Rozdrapywanie starych ran / programów, jeśli ktoś zajmuje się wyłącznie tym, może prowadzić do pogorszenia funkcjonowania zamiast do poprawy. Jest jednak małe „ale”.
Aby stworzyć dobry nowy program dla umysłu, czasem trzeba znać stary aby wiedzieć dokładnie co zastąpić (tylko w przypadkach kiedy jest jakiś stary silny program do zastąpienia). Wyobraźmy sobie osobę której w dzieciństwie często powtarzano „Nic nie potrafisz dobrze zrobić. Wszystko muszę za ciebie robić”. Wyobraźmy sobie, że ta osoba ma kłopoty z motywacją. Nic jej się nie chce. Afirmacje typu „lubię działać”, „działanie jest przyjemne i satysfakcjonujące” i podobne nie działają na dłuższą metę. Wizualizacje i rożne metody motywacji nie działają. Dlaczego? Otóż ta osoba potrzebuje nowego programu który idealnie wpasuje się w stary program i będzie szansa że go wyprze. W tym wypadku trzeba się skupić na przykład na chwaleniu siebie za dobrze wykonane nawet najdrobniejsze zadania, na docenieniu własnych wysiłków, na znalezieniu głębokiego sensu własnych działań gdyż podświadomość prawdopodobnie dawno temu „wmówiła” sobie że działanie nie ma sensu. Szczególnie takie które może być „narażone” na ocenę innych osób. Oczywiście podświadomość spodziewa się negatywnej oceny w tym wypadku.
Zatem nie warto przesadzać z grzebaniem w przeszłości ale czasem warto trochę poszukać tam gdzie jest to konieczne, aby lepiej dopasować metodę zmiany. Nie rób ze swojego życia wiecznej terapii. Postępuj rozsądnie, sprytnie i z umiarem.
Jak skonstruować nowy program dla umysłu i jak go zainstalować/uwewnętrznić? O tym w kolejnych artykułach.
Najważniejszy temat do „przepracowania” w rozwoju osobistym?
Wyobraź sobie kobietę, która od lat doskonali umysł, rozwija się, stosuje różne metody, czasem zaawansowane, a jednocześnie wciąż ma kłopot ze stworzeniem udanego związku, prowadzi niezdrowy tryb życia, nadal nie uporała się ważnym problemem w jej życiu.
Albo mężczyznę, który kilka lat spędził na warsztatach doskonalących umysł, które znalazł w internecie, wydal sporo pieniędzy, ma silne poczucie ze „coś” się zmieniło w jego życiu, ale poza ogólnikami i frazesami nie potrafiłby wymienić konkretnych realnych zmian. Zarabia tyle samo co wcześniej, nadal nie lubi swojej pracy, nadal narzeka na partnerkę lub na jej brak, nadal marzy że będzie lepiej.
Co łączy te dwie osoby? Niestety nie są parą i nie łączy ich miłość. Łączy je powierzchowny rozwój osobisty lub duchowy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka stosują „zaawansowane” metody rozwoju. W ich rozumieniu mogą być zaawansowane, ale w rzeczywistości są to metody które nie dotykają sedna ich problemów. Czasem nawet tworzą nowe sztuczne problemy po to by się nimi z zapałem zajmować, lecz nie docierają do sedna. Czym jest zatem to sedno?
Często gdy rozpoczynamy swoją przygodę z samodoskonaleniem, zadajemy sobie pytanie „od czego zacząć”. To bardzo ważne pytanie. Odpowiedź na nie może wpłynąć na skuteczność twojego rozwoju oraz na to jak dużo czasu zmarnujesz lub zyskasz. Powiem Ci teraz co moim zdaniem jest najważniejsze i od czego należy zacząć. Oczywiście ludzie są różni i różne są potrzeby jednak jest jeden temat od którego powinno zacząć większość adeptów rozwoju osobistego i duchowego, łącznie z niektórymi „Mistrzami”. Jest nim: uzdrowienie dzieciństwa.
Banał prawda? Tak banał. Wszyscy o tym wiemy, ale… komu by się chciało. Czy nie lepiej dzieciństwo zrobić „po łepkach” i od razu zająć się „szybkimi” zmianami, pracą nad idealnym związkiem, górą pieniędzy, wizualizacją pałaców, samochodów ze złota? Oczywiście to przyjemne wizualizacje i nie mam nic przeciwko nim. Mogą dać motywację i poprawić samopoczucie. Jednak gdy po jakimś czasie wizualizacje nadal są tylko w wyobraźni i za cholerę nie chcą się „zmaterializować”, warto zająć się bardziej fundamentalnymi programami w naszym umyśle – programami powstałymi w dzieciństwie :) To da tobie dobre fundamenty pod budowę lepszego życia i skuteczniejszego działania.
W kolejnych artykułach odpowiemy sobie na pytanie „jak uzdrawiać dzieciństwo”.
